1000mods – Youth of Dissent

1000mods to załoga, o której w pewnym momencie musiał usłyszeć każdy zainteresowany sceną stoner rockową. Debiutancki Super Van Vacation pozwolił grupie wybić się w rodzimej Grecji, a i na światowej scenie zrobiło się o nich głośniej. Od tego czasu zespół wydał jeszcze dwa albumy studyjne zakorzenione w desert rockowej stylistyce z elementami doom metalu, ale też alternatywnego rocka. Najnowsza propozycja Greków przynosi pewne zmiany w sprawdzonej formule grania.

Przy czwartym krążku Youth of Dissent 1000mods spróbowali czegoś nowego – wyjechali do Seattle by w dwóch popularnych studiach nagrywać pod okiem doświadczonego producenta Matta Baylesa, mającego na koncie pracę przy płytach Pearl Jam, Soundgarden, Mastodon, Isis czy  Deftones. Jak to posunięcie wpłynęło na brzmienie nowego krążka?

Czytaj dalej

Elephant Tree – Habits

Doom/stoner metal to niewdzięczna łatka kojarząca się z hermetycznym graniem znanym z płyt wielu wyrastających jak grzyby po deszczu zespołów. W zalewie riffów ogranych dawno temu przez Black Sabbath, a później Sleep albo Electric Wizard pojawiają się jednak grupy przełamujące założenia gatunku. Taką formacją jest Elephant Tree. Już na wydanym cztery lata temu albumie nazwanym Elephant Tree czuć było powiew świeżości, który rozkwił w pełni na najnowszej, trzeciej płycie Habits.

Podstawą każdej z ośmiu kompozycji na tym krążku jest snująca się melodia prowadzona spokojnym głosem wokalisty. Zazwyczaj towarzyszy jej potężny riff, ale zespół chętnie odbywa wycieczki zarezerwowane dla wpływów progresywnych czy nawet post-rockowych. Przykładowo w przedostatnim Wasted usłyszymy niestandardowe partie klawiszy wchodzące w dialog z mocnym, przesterowanym basem. Z kolei w singlowym Bird grupa odpływa w progresywne rejony, dzięki czemu to nagranie może przypaść do gustu sympatykom późniejszych płyt Katatonii czy twórczości Riverside

Czytaj dalej

Tortuga – Deities

Psychodelia, doom i kosmiczny horror. Tak w skrócie można opisać zawartość Deities, drugiej płyty poznańskiego kwartetu Tortuga. Bóstwa, czy jak kto woli, Przedwieczni zaatakowali w Nowy Rok z siedmioma nagraniami tworzącymi stosunkowo długą i spójną całość. Jasną wskazówkę co do tematyki albumu daje wspaniała grafika na okładce, a także specjalne podziękowanie dla pewnego jegomościa z Providence zamieszczone w serwisie Bandcamp.

Jak wiadomo z Lovecraftem mierzyło się już mnóstwo metalowych zespołów i wydawać by się mogło, że temat jest już do cna wyeksploatowany. Polscy muzycy nie sięgają jednak po mitologię Cthulhu za często – w około sludge'owych klimatach inspirację HPL'em znajdziemy przykładowo na wydanych kilka lat temu płytach Coffinfish. Jak  podobne motywy wypadły na nowym longplayu Tortugi?

Czytaj dalej

Valley of the Sun – Old Gods

Tegoroczny album Valley of the Sun umiejętnie wykorzystuje nostalgię za cięższym rockiem lat dziewięćdziesiątych. Krążek zabiera słuchacza na dobrze znaną pustynię, gdzie pobrzmiewa KyussFu Manchu. Potrafi jednocześnie schłodzić ulewą prosto z deszczowego Seattle uderzając energią zarezerwowaną dla Alice in Chains czy też Soundgarden. Grupa z Ohio brzmi przy tym zaskakująco świeżo – nie ma tu miejsca wyłącznie na sentymentalne wycieczki w przeszłość. Jesteśmy tu i teraz, a przed nami gra jedna z ciekawszych załóg na stoner rockowej scenie.

Old Gods to w swojej ograniczonej, rockowej formule bardzo zróżnicowana płyta. Mamy powolne, psychodeliczne utwory, takie jak Into the Abyss, Dreams of Sand czy też nagranie tytułowe. Kontrastują z nimi krótkie i szybkie strzały w postaci All We Are, Dim Vision albo Firewalker. Dodatkowo zespół pomyślał o różnorodnych interludiach. Urozmaicenie wprowadza nawet sposób śpiewania Ryana Ferriera odnajdującego się zarówno w wysokich, agresywnych rejestrach, jak i niskich, jakby znużonych partiach. Te zabiegi powodują, że w ciągu blisko 42 minut materiału nie będziemy się ani przez chwilę nudzić.

Czytaj dalej

Conan + Major Kong, Czerń – Wrocław, Firlej, 6.10.2018 r.

Jesienny urodzaj koncertowy nie ominął dźwięków doom / stonerowych. Na dwa występy przyjechał do Polski brytyjski Conan, któremu supportu udzieliły krajowe załogi Major Kong oraz Czerń. Wydarzenia te miały miejsce 6 października we wrocławskim Firleju oraz dzień później w warszawskim Pogłosie. Miałem okazję odwiedzić dolnośląską stolicę by uczestniczyć w sobotnim koncercie. Opis wrażeń znajdziecie poniżej.

Wieczorny zestaw rozpoczął warszawski Czerń. Grupa działa od kilku lat, ale na jej dorobek wydawniczy składają się póki co dwa krążki: Nie ze skały, a ze strachu z 2014 roku oraz wydany rok później split z formacją Kaldera. We Wrocławiu zespół prezentował materiał z dopiero nadchodzącej płyty. Ze wszystkich trzech kapel muzykę Czerń najtrudniej scharakteryzować – mamy tam elementy doom metalu, blacku czy też hardcore'a z tekstami w polskim języku. Był to dobry otwieracz na rozruszanie, chociaż publiczność w czasie występu warszawiaków nie była jeszcze zbyt liczna. Muzycy zagrali solidnie i dobrze brzmieli, z wyjątkiem może słabo nagłośnionego basisty.

Czytaj dalej

Conan – Existential Void Guardian

Conan to brytyjska załoga specjalizująca się w ciężkim jak głaz doom metalu zabarwionym sludgem i stonerem. Mocarne, nie biorące jeńców nagrania znaczą drogę muzyków niczym skrwawione truchła przeciwników słynnego Cymeryjczyka, któremu zespół zawdzięcza nazwę. W tym roku ukazało się ich czwarte dzieło zatytułowane Existential Void Guardian.

Mam okazję śledzić karierę Conan od chwili wydania debiutanckiej epki Horseback Battle Hammer. Początkowo traktowałem grupę jako swego rodzaju ciekawostkę. Wraz kolejnymi dziełami tria widać jednak znaczny skok jakościowy. Formacją od początku dowodzi wokalista i gitarzysta Jon Davis, ale dużym przełomem było dołączenie do zespołu basisty i drugiego gardłowego Chrisa Fieldinga, producenta oraz inżyniera dźwięku znanego ze współpracy m.in. z Electric Wizard, Hooded Menace czy też Primordial. Wniósł on do muzyki Conan swoje doświadczenie oraz stworzył z Davisem niezrównany duet wokalny, dodając do wysokich okrzyków wokalisty swój głęboki growl. Poprzedni album Revengeance ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Czy jego następca utrzyma się na doomowym szczycie podobnie jak howardowy Conan na tronie Aquilonii?

Czytaj dalej

Major Kong – Galactic Cannibalism

Major Kong - Galactic CannibalismW 1964 r. ma miejsce premiera filmu Dr. Strangelove w reżyserii Stanleya Kubricka – obrazu satyrycznego ukazującego w krzywym zwierciadle trwającą w najlepsze zimną wojnę. W jednej z najpopularniejszych scen Major T.J. "King" Kong z uśmiechem na twarzy "ujeżdża" bombę atomową. W roku 2010 pewne lubelskie trio postanawia ochrzcić mianem zwariowanego majora nową formację wykonującą instrumentalny doom metal. Szybko okazuje się, że takie nagrania jak The Swamp Altar z debiutanckiej epki Orogenesis stanowią nową jakość w rodzimym ciężkim i powolnym graniu, wzbudzając (choćby na żywo) emocje porównywalne z siłą uderzenia atomówki. Na tronie polskiego doom/stoner metalu niepodzielnie rozpoczyna rządy Belzebong, jednak to własnie Major Kong rywalizuje z również lubelskim Dopelordem o zaszczytne drugie miejsce.

Czytaj dalej

Electric Wizard – Time to Die

Time to Die

„Kultowość” Electric Wizard to zjawisko, nad którym nie trzeba się specjalnie rozwodzić. Dość powiedzieć, że kapela Jus’a Oborne’a jest jednym z pierwszych, wyrazistych doom/stonerowych tworów jakie pojawiły się na tym padole.  Czarodziej zyskał przez lata wielu naśladowców, jednak trudno dorównać mu ciężarem, klimatem horroru i mrocznego rytuału (niezależnie od ilości wypalonego przez ich epigonów zielska). Wraz z odejściem Marka Greening’aTima Bagshaw’a potęga powalącego riffu trochę zelżała i Wizard przesunął się w kierunku nieco bardziej melodyjnym. Najnowsza produkcja o rozkosznym tytule Time to Die miała być powrotem do potężnych brzmień, czego potwierdzeniem stał się Greening ponownie goszczący za zestawem perkusyjnym.


Wszyscy wiemy jak to z zapowiadanymi powrotami bywa – trudno przypuszczać, aby zespół powtórzył sukces Come my Fanatics…Dopethrone. Nowe dzieło EW brzmi raczej jak kompromis pomiędzy wyraźnym wzmocnieniem brzmienia, a melodyjnością Black Masses, uznawanego przez Justina za wręcz "popowy" album grupy. Można Time to Die określić jako nieślubne dziecko Czarnych Mszy oraz cieżkiego, rozmytego soundu Let Us Pray, ostatniej płyty nagranej przez Wizard jako trio. Podobnie jak to wspomniane dzieło, mamy do czynienia ze zwartą całością, dźwiękową otchłanią, z której wynurzają się kolejne ciężkie jak walec partie gitary i basu. Całość wieńczy zdyscyplinowana, charakterystyczna perkusja (Greening to chyba najbardziej utalentowany pałker w doom metalu) oraz wydobywający się gdzieś z oddali głos Justina. Jego czysty wokal jak zawsze nadaje demoniczny ton, przesiąknięty rytualnym złem niczym blackmetalowy wyziew podany jednakże z iście rock’n’rollową nutą.

Czytaj dalej