Baroness – Gold & Grey

Fani Baroness od dobrych paru lat nie mają łatwego życia. Najnowsze wydawnictwo zespołu Johna Baizleya ponownie wystawia cierpliwość słuchaczy na szwank. Gold & Grey jest piątym albumem długogrającym w dorobku grupy. Dwa kolory oraz długość materiału nieuchronnie wzbudzają skojarzenie z dwupłytowym Yellow & Green, na którym to Baronowa z bezpiecznego sludge'owego schronienia ruszyła w stronę przebojowej, rockowej formuły. Podobieństw międzymi tymi wydawnictwami znajdziemy więcej, ale Gold & Grey jest wartością samą w sobie, wokół której nie można przejść obojętnie (swoją drogą mało brakowało, by płyta nazywała się Orange).

Czytaj dalej

Conan – Existential Void Guardian

Conan to brytyjska załoga specjalizująca się w ciężkim jak głaz doom metalu zabarwionym sludgem i stonerem. Mocarne, nie biorące jeńców nagrania znaczą drogę muzyków niczym skrwawione truchła przeciwników słynnego Cymeryjczyka, któremu zespół zawdzięcza nazwę. W tym roku ukazało się ich czwarte dzieło zatytułowane Existential Void Guardian.

Mam okazję śledzić karierę Conan od chwili wydania debiutanckiej epki Horseback Battle Hammer. Początkowo traktowałem grupę jako swego rodzaju ciekawostkę. Wraz kolejnymi dziełami tria widać jednak znaczny skok jakościowy. Formacją od początku dowodzi wokalista i gitarzysta Jon Davis, ale dużym przełomem było dołączenie do zespołu basisty i drugiego gardłowego Chrisa Fieldinga, producenta oraz inżyniera dźwięku znanego ze współpracy m.in. z Electric Wizard, Hooded Menace czy też Primordial. Wniósł on do muzyki Conan swoje doświadczenie oraz stworzył z Davisem niezrównany duet wokalny, dodając do wysokich okrzyków wokalisty swój głęboki growl. Poprzedni album Revengeance ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Czy jego następca utrzyma się na doomowym szczycie podobnie jak howardowy Conan na tronie Aquilonii?

Czytaj dalej

Mastodon – Emperor of Sand

Płyty Mastodon mają taką dziwną prawidłowość, że wymagają wielokrotnych odsłuchów aby  dźwięki stały się w świadomości słuchacza czymś więcej, niż tylko zestawem przyjemnych rockowo-metalowych piosenek. Każdy kolejny obrót krążka w naszym odtwarzaczu dobitnie pokazuje, że możemy do tych nagrań nie tylko beztrosko poruszać kończyną dolną, ale dać się tej zabawie porwać na całego i odnaleźć w niej ukryte znaczenia. Zasada ta ma zastosowanie również przy najnowszym dziele zespołu o wdzięcznym tytule Emperor of Sand.

Siódme już dzieło w dorobku Amerykanów wyraźnie kroczy ścieżką wytyczoną na The Hunter oraz Once More 'Round the Sun. Nie ma tu więc mowy o powrocie do sludge'ującej galopady z Leviathan, ani nawet progresywnej wielowarstwowości Crack the Skye. Średnia długość utworów balansuje w okolicy 4-5 minut, jest melodyjnie i zdecydowanie "radiowo". Widać, że kwartet okrzepł w swojej muzycznej budowli, choć o trwałym zabetonowaniu nie może być mowy. W stosunku do poprzedniej płyty jest tutaj nieznacznie ostrzej, a struktura utworów trochę wykracza poza piosenkowość Once More 'Round the Sun. W trzech głosach Mastodon jest jakby więcej agresji, a jej apogeum ma miejsce wtedy gdy dołącza wokal regularnego gościa na płytach zespołu – Scotta Kelly'ego z Neurosis. Zaśpiewany przez niego Scorpion Breath należy do najlepszych dotychczas występów Scotta w historii formacji. W kategorii ciężaru warto również wyróżnić Steambreather z bujającym, nieśpiesznym riffem. Przyjemny trans gdzieś umyka w typowo przyjaznym radiu refrenie.

Czytaj dalej