Blues Pills – Holy Moly!

Najnowszy krążek Blues Pills to nie była premiera, na którą czekałem. Debiut formacji sprzed sześciu lat wprawdzie często kręcił się kiedyś w moim odtwarzaczu – ze swoją charyzmą szwedzki zespół był wtedy objawieniem na scenie retro-rockowej. Dalej nie było tak różowo. Na drugim albumie Lady in Gold muzycy próbowali łączyć dotychczasowy styl z muzyką pop i soul całość okraszając nowoczesną produkcją. Pomimo udanych momentów wyszło nierówne, ciężkostrawne dzieło. Przed nagraniem kolejnej płyty z zespołu odszedł utalentowany gitarzysta Dorian Sorriaux, a dotychczasowy basista przerzucił się na gitarę. Nie wróżyło to nic dobrego, ale pierwszy odsłuch Holy Moly! rozwiał wszelkie obawy.

Czytaj dalej

Tortuga – Deities

Psychodelia, doom i kosmiczny horror. Tak w skrócie można opisać zawartość Deities, drugiej płyty poznańskiego kwartetu Tortuga. Bóstwa, czy jak kto woli, Przedwieczni zaatakowali w Nowy Rok z siedmioma nagraniami tworzącymi stosunkowo długą i spójną całość. Jasną wskazówkę co do tematyki albumu daje wspaniała grafika na okładce, a także specjalne podziękowanie dla pewnego jegomościa z Providence zamieszczone w serwisie Bandcamp.

Jak wiadomo z Lovecraftem mierzyło się już mnóstwo metalowych zespołów i wydawać by się mogło, że temat jest już do cna wyeksploatowany. Polscy muzycy nie sięgają jednak po mitologię Cthulhu za często – w około sludge'owych klimatach inspirację HPL'em znajdziemy przykładowo na wydanych kilka lat temu płytach Coffinfish. Jak  podobne motywy wypadły na nowym longplayu Tortugi?

Czytaj dalej

King Gizzard & the Lizard Wizard – Infest the Rats’ Nest

Z australijskim King Gizzard & the Lizard Wizard do tej pory nie było mi bardzo po drodze. W dokładnym zapoznaniu się z dyskografią przeszkadzała jej objętość – w końcu dziś to już piętnaście albumów nagranych w ciągu niecałej dekady działalności. Pewnym przełomem stała się tegoroczna płyta Fishing for Fishies. Po kilku miesiącach ten pełen głodu tworzenia zespół powraca z Infest the Rats' Nest – dziełem dla składu nietypowym, bo utrzymanym w stylistyce thrash metalowej.

Elementy cięższego grania były obecne w muzyce tej niecodziennej formacji już wcześniej – choćby na psychodelicznym Murder of the Universe. Kierunek obrany na Infest the Rats' Nest jest mimo wszystko na tyle daleki od charakterystycznego dla zespołu garage rocka, że może wydawać się śmiałym eksperymentem, a w najgorszym wypadku nieszkodliwą ciekawostką. Przyjrzyjmy się zawartości tego krótkiego, trwającego niespełna 35 minut dzieła.

Czytaj dalej