Katatonia – City Burials

Jeśli zespół istniejący od kilku dekad wydaje nowy krążek, to automatycznie stawia się na pozycji trochę straconej. Pojawiają się porównania z klasycznym materiałem, stwierdzenia, że "kiedyś to było" i mniej lub bardziej zasłużone kręcenia nosem. Dzieje się tak również przy okazji premiery każdej nowej płyty szwedzkiej Katatonii. Tegoroczny City Burials nie jest wyjątkiem, tym bardziej, że powstał po krótkiej przerwie w działalności zespołu, co nieuchronnie zwiększa oczekiwania. 

Apetyt wzrósł także po premierze drugiego singla, czyli energetycznego Behind the Blood. Mocne, ocierające się o heavy metal partie gitar, żwawe tempo i duża przebojowość – to wszystko przyniosło pewien powiew świeżości. Jeżeli jednak oczekiwaliśmy drugiej młodości po weteranach melancholijnego metalu, to możemy się nieco zawieść. City Burials kontynuuje drogę obraną na kilku poprzednich płytach, w szczególności Dead End KingsThe Fall of Hearts. W przeciwieństwie do poprzednika, jest tutaj jakby lżej – szwedzki kwintet zręcznie manewruje pomiędzy metalowym ciężarem, a podszytą syntezatorami i elektroniką balladową melancholią. Zmiany tempa i nastroju spotykamy często w ramach jednego utworu (Rein czy też otwierający krążek Heart Set to Divide).

Na The Fall of Hearts lepiej wypadały dynamiczne fragmenty. City Burials wydaje się dziełem bardziej od poprzednika spójnym i przemyślanym. Po mocniejszych, riffowych momentach spokojne Laquer czy też Vanishers (z urokliwym głosem Anni Bernhard, wokalistki Full of Hate) przynoszą odpowiednie wytchnienie, a przy okazji właściwą dawkę depresyjnej melancholii, która jest znakiem firmowym grupy. Zwraca uwagę brak zapadających w ucho utworów pokroju Forsaker, Evidence albo Dead Letters. Próżno oczekiwać by jakikolwiek numer z jedenastego krążka zespołu został koncertowym hitem. Album mocno się za to broni jako słuchana z uwagą całość. 

Gdybym miał z całokształtu materiału wykroić kilka ulubionych nagrań, to należą do nich wspomniane Behind the Blood, Vanishers oraz utrzymane w średnich tempach City GlaciersNeon Epitaph z solidnymi riffami Andersa Nyströma. Wspomniana przebojowość wraca w The Winter of Our Passing. Trochę szkoda, że grupa nie ruszyła odważniej w podobnym kierunku. Intryguje dołączony do niektórych wydań albumu cover utworu Fighters szwedzkiej grupy Enter the Hunt.

City Burials to solidna, dobrze skomponowana pozycja utrzymana w znanym stylu Katatonii. Początkowo może odrzucić brakiem bardziej wyrazistych utworów, warto jednak dać jej szansę i docenić ten być może najlepszy jako całość album Szwedów od kilkunastu lat. Na pewno daleko mu będzie do podium w temacie najlepszej płyty roku 2020, z pewnością mimo to umili kilka melancholijnych, kwarantannowych wieczorów.

Michał Raś