Jupiterian – Protosapien

Trzeci krążek Jupiterian zwraca uwagę okładką. Autorem jest polski malarz Mariusz Lewandowski mający w ostatnim czasie spore wzięcie na metalowej scenie, szczególnie tej około-doomowej. Surrealistyczne, apokaliptyczne wizje pasują jak ulał do muzyki takich formacji jak Bell Witch albo Elder Druid. Podobnie dzieje się w przypadku Jupiterian – brazylijskiego kwartetu poruszającego się w doom/death metalu z elementami sludge'u, zanspirowanemu dodatkowo kosmicznym horrorem i okultyzmem.

Duszna atmosfera okładkowego obrazu jest wyczuwalna prawie od samego początku Protosapien. Na rozgrzewkę dostajemy jednak klawiszowy, nieco bombastyczny Homecoming. Następujący po nim Mere Humans prowadzi słuchacza wprost do gigantycznej, ciemnej jaskini, z której nie ma wyjścia – możemy zanurzać się coraz głębiej w plątaninę korytarzy. Ten utwór zachwyca prostym, ale efektownym riffem oraz wszechobecną surowością. Podobnie brzmi całość materiału. Jupiterian nie wdzięczy się do słuchacza proponując mu oszlifowane, bardziej przebojowe fragmenty albo krótsze formy na chwilę wytchnienia (z wyjątkiem wspomnianego intra).

Jest w tym materiale coś, co nie pozwala łatwo się od niego uwolnić, pomimo odczucia, że gdzieś już to wszystko słyszeliśmy. Dzieje się tak dzięki atmosferze rodem z najlepszych opowiadań Lovecrafta lub też co mroczniejszych filmów science-fiction i horrorów sprzed półwieku (prozja autora z Providence oraz gatunkowa kinematografia są inspiracją Jupiterian). Ponadto każdy, kto ceni oldschoolowo brzmiący growl na tle potężnych doomowych riffów powinien czuć się uradowany. Pięć "właściwych" kompozycji jest rozbudowana i wielowątkowa, a całość ma spójny charakter z kulminacją w postaci potężnego Earthling Bloodline. Organiczne partie sekcji rytmicznej podkreślają monumentalne brzmienie materiału. Gdzeniegdzie pojawią się urozmaicające przyśpieszenia w towarzystwie perkusyjnych blastów i gitarowego tremolo. Jest agresywniej w porównaniu do poprzedniego longplaya Terraforming. Podobnie jak na wcześniejszych płytach Brazylijczycy lubią momentami przywodzić echa wczesnych dokonań Anathemy albo My Dying Bride, czyniąc to w nienachalny sposób i bez przesadnie melancholijnego anturażu.

Podobno muzyka Jupiterian najlepiej sprawdza się na żywo, a studyjny zapis jest mniej efektowną bazą dla koncertowego doświadczenia. Do tej pory nie miałem okazji uczestniczyć w występie Brazylijczyków, nie mogę więc uciec się do porównań. Na pewno studyjne dokonania grupy zapewniają odpowiednią dawkę klimatycznego doom/deathu, którą kiedyś z podobnym efektem dostarczała np. fińska załoga Hooded Menace. Protosapien należy do czołówku tego typu grania w 2020 roku.

Michał Raś