William Hope Hodgson – Dom na granicy światów

Paź - 01 2017 | By

Dom na granicy światów to moje drugie spotkanie z Hodgsonem – wcześniej miałem do czynienia z marynistyczną opowieścią grozy Szalupy z "Glen Carrig". Autor znany jest również z opowiadań o tropicielu zjawisk nadprzyrodzonych Carnackim. O Domie… słyszałem dużo dobrego już dawno temu, wszak sam Lovecraft zachwycał się tą lekturą. Wiedziałem też, że dziwaczność wydarzeń przedstawionych przez angielskiego pisarza wymyka się z ram tradycyjnego horroru wkradając w rejony zamieszkane przez m.in. twórców science fiction.

Strona tytułowa informuje nas, że na książkę składa się rękopis znaleziony w ruinach starego domu nieopodal zapadłej irlandzkiej wsi. Pierwszy rozdział przytacza historię jego odnalezienia przez dwóch dżentelmentów oddających się rybołóstwu. Podczas jednego ze swoich rzecznych wypadów napotykają na wielką dziurę w środku Ziemi, nad którą wznosi się fragment ruin tytułowego domu. Obok nich zaś leży zapuszczony ogród, w którym rozbrzmiewa żałosne zawodzenie. Rybacy uciekają zabierając ze sobą zapis niesamowitej historii gospodarza upadłej posiadłości. Początek historii mamy zatem bardzo klasyczny dla literatury grozy, już jednak pierwsze karty rękopisu przeniosą nas w głęboko surrealistyczne wizje doświadczane przez anonimowego właściciela domostwa.

Główny bohater żyje w wielkim, starym domu wraz z siostrą i psem. W swoim gabinecie doświadcza wizji –  spostrzega swój dom na dziwnej arenie otoczony kreaturami przypominającymi starożytne bóstwa, a nawet bezkształtne galaretowane monstra. Z okna pomieszczenia obserwuje błyskawicznie przemijające dni i noce, aż do ostatecznego rozpadu Układu Słonecznego (sytuacja jakby żywcem przejęta z Wehikułu czasu Wellsa, lecz pozbawiona machiny, która mogłaby ją uzasadnić). Unosi się również w przestrzeni komicznej. W pewnym momencie narrator wraca "na Ziemię" aby przeżyć zmaskowany atak przypominających świnie bestii na swoją siedzibę. Te ostatnie fragmenty w narracji bardzo przypominają przygodowe Szalupy z "Glen Carrig".

Czy opisane zdarzenia faktycznie miały miejsce czy też rozgrywają się wyłącznie w głowie bohatera? Hodgson pozwala nam wątpić w wiarygodność narratora na co wskazuje choćby zachowanie siostry głównej postaci. Z drugiej strony autor daje nam dowody na prawdziwość dziwnej historii – skąd w końcu wzięła się idealnie kolista dziura w Ziemi obok ruin starego domu, niczym otchłań prowadząca do wnętrza planety?

Dom na granicy światów to rewelacyjne weird fiction i jednocześnie ważna pozycja w historii literackich strachów – oto groza wyprowadza się z gotyckich zamczysk i przybiera bardziej uniwersalnego, kosmicznego charakteru. Staje się pokrewna tematyce utworów Lovecrafta, a jednocześnie bardzo się od wizji autora z Providence różni. Książka pokazuje nam ogromną wyobraźnię pisarza, który jednocześnie tej wyobraźni wymaga od swoich czytelników. Międzygwiezdne wędrówki niekiedy nużą – jest to mój jedyny poważniejszy zarzut wobec powieści Hodgsona. Z drugiej strony mogą one przypaść do gustu sympatykom fantastyki naukowej.

Michał Raś