Tortuga – Deities

Sty - 30 2020 | By

Psychodelia, doom i kosmiczny horror. Tak w skrócie można opisać zawartość Deities, drugiej płyty poznańskiego kwartetu Tortuga. Bóstwa, czy jak kto woli, Przedwieczni zaatakowali w Nowy Rok z siedmioma nagraniami tworzącymi stosunkowo długą i spójną całość. Jasną wskazówkę co do tematyki albumu daje wspaniała grafika na okładce, a także specjalne podziękowanie dla pewnego jegomościa z Providence zamieszczone w serwisie Bandcamp.

Jak wiadomo z Lovecraftem mierzyło się już mnóstwo metalowych zespołów i wydawać by się mogło, że temat jest już do cna wyeksploatowany. Polscy muzycy nie sięgają jednak po mitologię Cthulhu za często – w około sludge'owych klimatach inspirację HPL'em znajdziemy przykładowo na wydanych kilka lat temu płytach Coffinfish. Jak  podobne motywy wypadły na nowym longplayu Tortugi?

Przede wszystkim na Deities spotykamy dużą dawkę psychodelii, wyluzowanego groove'u i sabbathowego feelingu. Siłą rzeczy groza Tortugi bliższa jest filmom SF i horrorom z lat 50-tych lub 60-tych niż mrocznemu nastrojowi weird fiction jaki znajdziemy na kartach opowiadań pisarza z Nowej Anglii. Pewną dawkę poczucia humoru znajdziemy w rozbujanym Elizard, gdzie przedwieczny król węży Yig daje wyraz nienawiści do Godzilli.

Muzycznie Deities nie przynosi niczego, czego już nie słyszeliśmy na płytach innych podobnych zespołów. Wszelkie wtórności przestają jednak przeszkadzać gdy zagłębimy się w udane, zróżnicowane kompozycje. Mocarny Esoteric Order zachwyca potężnym, rozbujanym riffem, Detective Mind Transfer zmianami tempa, a prawie 9 minutowy Trip desert rockowym zacięciem. Najbardziej przypadł mi do gustu Black Pharaoh II – orientalny motyw gitarowy wraz z samplami pochodzącymi z lovecraftowego słuchowiska buduje właściwy nastrój, a basowy riff nadaje odpowiedniego transu. Pewnym zaskoczeniem może być ostatni na płycie Galeón de Manila z hiszpańskim tekstem i prawie death metalową oprawą muzyczną. Utwór wieńczy 7 minut ambientowych dźwięków.

Na uwagę zasługuje przybrudzone, miękkie brzmienie wprowadzające sporo przestrzeni i luzu nawet do potężniejszych, doomowych fragmentów. Dźwięk wydaje się nieco amatorski, ale mógł to być zamysł artystyczny w duchu DIY, któremu hołdują muzycy kwartetu.

Drugi album Tortugi umacnia pozycję zespołu na scenie polskiego doom i stoner metalu. Jeżeli lubicie pobujać się do transowych, stonerowych riffów z pokażną nutką psychodelii i dużą dawką fuzzu, a do tego cenicie sobie nastrój grozy (w szczególności tej mackowatej), to jest to płyta dla Was. Jeśli poszukujecie nowych, oryginalnych dźwięków, to Deities może rozczarować, co nie oznacza, że nie docenicie umiejętności kompozytorskich Poznaniaków.

Michał Raś