Tides From Nebula – Safehaven

Kwi - 07 2016 | By

TFN - SavehavenMuszę przyznać, że wiadomość o zbliżającej się premierze albumu Safehaven grupy Tides From Nebula nie zelektryzowała mnie w taki sposób jak kilka innych płytowych zapowiedzi na rok 2016. Może wynika to z uprzedzeń wywołanych poprzednim dziełem Warszawiaków. Eternal Movement był krążkiem nie przynoszącym muzykom tej klasy wstydu, jednak utwory na nim zawarte nie pozwoliły mi odnaleźć klucza do emocji, tak dobrze znanych z Earthshine i przede wszystkim z Aura. Najnowsze dziecko Tides From Nebula przyniosło mi nieoczekiwanie całą gamę wrażeń pozytywnych.

Pierwsze takty otwierającego zestaw tytułowego utworu wywołują pewne osłupienie. Mamy do czynienia z klasycznym post-rockowym dźwiękowym obrazem, patentami dobrze znanymi, jednak dogłębnie poruszającymi, zmuszającymi do porzucenia wszelkich innych czynności poza słuchaniem. Muzycy idealnie wyważyli proporcje między oniryczną delikatnością oraz cięższym uderzeniem, tak jakby zespół odnalazł brakujace ogniwo pomiędzy swoimi dwoma pierwszymi longplayami. Emocjonalny szturm panowie z TFN kontynuują wraz z utworem Knees to the Earth. Jest to jedna z bardziej dynamicznych kompozycji na płycie, będąca miodem na spragnione "aura-podobnych" dźwięków uszy piszącego te słowa. Powyższe nie oznacza, że formacja odgrzewa dla słuchaczy sprawdzone na debiutanckim albumie kotlety. Można jednak uznać, że zespół na dobre osiadł w post-rockowej, minimalistycznej stylistyce i przygotował dla nas wyśmienite nagrania w dobrze znanym stylu. Przykładem kompozytorskiej zgrabności jest chociażby Traversing, na dzień dobry witający pulsującym basem, prowadzący poprzez coraz bardziej wyraziste gitarowe kanonady do pięknie hałaśliwej cody (typuję ten utwór na koncertowy killer). Ambientową delikatność serwują nam z kolei Colour of Glow, All the Steps I've Made oraz wieńczący tracklistę Home. Chciałoby się przy nich czym prędzej nałożyć na stopy odpowiednie obuwie i ruszyć w spowite nocą miasto ze słuchawkami na uszach.

Trudno opisywać materię dźwiękową, rozłożyć ją na czynnik pierwsze, przyporządkować do poszczególnych szufladek. W przypadku muzyki instrumentalnej wykonywanej przez Tides From Nebula jest to tym bardziej karkołomne zadanie. Liczą się jednak emocjonalne doznania, a Safehaven wzbudza ich bardzo wiele, przywołując w udany sposób czar znany z debiutanckiej Aury. Może wynika to z wyrazistej produkcji, sprawiającej, że poszczególne instrumenty wydają się bardziej "obecne". Nie ulega jednak wątpliwości, że rodzimi post-rockowcy uraczyli nas tym razem cięższym oraz mroczniejszym materiałem. Safehaven brzmi trochę jak wypadkowa wszystkich trzech dotychczasowych longplayów z nastawieniem na krążek debiutancki. Delikatna wtórność nie przeszkadza, jeśli na albumie zawarto nagrania na wysokim niczym okładowy drapacz chmur poziomie.

Ocena: 7/10

Michał Raś