BIG|BRAVE – A Gaze Among Them

Czwarty album kanadyjskiego tria BIG|BRAVE rozpoczynają dostojne uderzenia perkusji. Niedługo później dołączają przybrudzone gitary i zaczynamy się snuć w bezpiecznych gatunkowo oparach doomowych, do czasu wkroczenia hipnotycznych partii wokalistki Robin Wattie. Jest to głos będący wartością samą w sobie, a jednocześnie wywołujący bardzo dobre skojarzenia – z jednej strony przypomina Bjork, z drugiej Emmę Ruth Rundle. Od tego momentu wiemy już, że będziemy obcować z albumem nieszablonowym, wyróżniającym się na tle licznych około-doomowych nowości.

A Gaze Among Them wydała wytwórnia Southern Lord Recordings należąca do Grega Andersona, czyli połowy duetu Sunn o))). Podobnie jak zespół ich wydawcy BIG|BRAVE wolą fizyczne przeżywanie pulsującego dźwięku od cieszenia się zwartą rockową formą. Zawartość 38 minutowego krążka może się też skojarzyć z Nadją albo The Angelic Process. Kanadyjczycy świetnie sobie przy tym radzą z zapadającymi w pamięć melodiami. Słuchając dwóch pierwszych utworów Muted Shifting of Space i Holding Pattern możemy odnieść wrażenie, że zespół równie dobrze odnalazłby się w bardziej przebojowym alternatywnym graniu.

Czytaj dalej

Ulver – The Assassination of Julius Caesar

Norwegia z przełomu tysiącleci była ciekawym miejscem jeśli chodzi o muzykę. Popioły spalonych świątyń już dawno ostygły, a twórcy związani ze sceną black metalową zabrali się za ambitniejsze i diametralnie różne dźwięki. Na czele tego ruchu stał Ulver – grupa przeszła długą drogę od leśnego blacku zapatrzonego w skandynawską mitologię po elektroniczne granie inspirowane Coil i The Future Sound of London. Zespół poszukiwał, a płyty Themes From William's Blake The Marriage of Heaven Hell i Perdition City możemy bez wahania nazwać wybitnymi. Nordyckie wilki ("ulver" to norweskie określenie na te zwierzęta) były na fali wznoszącej kiedy poszukiwały własnego brzmienia. W pewnym momencie ich styl okrzepł… i z muzyką grupy stało się coś złego. Nie piszę, że płyty Wars of the Roses lub ATGCLVLSSCAP (konia z rzędem temu, kto potrafi zapamiętać ten tytuł) były złe i nadawały się wyłącznie do archiwizacji w muzycznym śmietniku. Grupa po prostu weszła na wyższe stadium nijakości. Podobnie jak wielu fanów wątpiłem, że zespół Garma nagra jeszcze ponadprzeciętny materiał. Myliłem się, bo oto w kwietniu do naszych głośników zawitał The Assassination of Julius Caesar.

Czytaj dalej