Sylvian/Fripp – Damage

Sie - 15 2014 | By

Nigdy nie byłem szczególnym fascynatem albumów koncertowych. Trudno bowiem nawet po części w nagraniach live oddać atmosferę występów na żywo. Są jednak płyty szczególne, które można bez wahania stawiać obok studyjnych dokonań muzyków. Jako przykłady warto wspomnieć Towards the Within Dead Can Dance i wymieniany często Made in Japan Purpli. Do tego rodzaju dzieł z pewnością należy Damage sygnowany nazwiskami Davida SylvianaRoberta Frippa. Jest to album z kilku względów wyjątkowy.
 
Obaj muzycy są charakterystycznymi osobowościami w swoich dziedzinach. Fripp jako lider Karmazynowego Króla od kilku dekad udowadnia bezkompromisowość, wykraczającą poza art-rockowe schematy. Z kolei Sylvian to unikatowy głęboki głos znany z nowofalowego Japan, a później solowej kariery, w trakcie której dał się poznać jako melancholijny singer-songwriter i eksperymentator. Obaj panowie spotkali się już wcześniej na płycie Gone to Earth Sylviana – Fripp ozdobił jej zawartość kilkoma solówkami i soundscape'ami. Kapitanowi King Crimson wspólne granie podeszło do gustu na tyle, że zaproponował wokaliście dołączenie do kolejnej inkarnacji swojej kapeli. Sylvian jednak odmówił – nie był widocznie zdolny do udźwignięcia brzemienia karmazynowej legendy. Duet Sylvian-Fripp postanowił jednak popełnić album pod własnymi nazwiskami. Tak narodził się ciężki, transowy The First Day, zwiastujący oblicze wydanego kilka lat później cd Thrak King Crimson.
 
Konsekwencją albumu była trasa koncertowa, na której duet wspomagali basista Trey Gunn, specjalizujący się w chapman stick, perkusista Pat Mastelotto (obaj niebawem wylądowali w King Crimson) oraz Michael Brook, kanadyjski muzyk i producent, obsługujący własnej roboty gitarę infinite. Oprócz materiału z The First Day zespół sięgał po starsze kompozycje Sylviana, a także utwory, których studyjne wersje nie znalazły się na żadnym wydanym do tej pory longplayu. Ostatni koncert na trasie został zarejestrowany i wydany pod nazwą Damage.
 
Na koncertowy set złożyło się 12* często bardzo odmiennych utworów. Ciężar takich numerów jak Brightness Falls, FirepowerTwentieth Century Dreaming (A Shaman's Song) stał się na żywo jeszcze bardziej przytłaczający. Z kolei sylvianowe ballady WaveRiverman w stosunku do pierwowzorów zyskały dużo więcej ciepła i feelingu. Pierwszy z wymienionych utworów to jedna z piękniejszych kompozycji Davida, poruszająca już na albumie Gone to Earth. Wybijany nieśpiesznie rytm, wczuty głos i ekspresyjne, mocno przesterowane solówki Frippa na długi czas nie pozwalają o sobie zapomnieć. Emocjonalny ogień wygasza coda w postaci relaksującego Riverman.

Siłą tego wydawnictwa w stosunku do The First Day są kontrasty. Mocne brzmienia uderzają z większą siłą w zestawieniu z delikatnymi nagraniami w postaci DamageThe First Day (kawałek pomimo tytułu nie znalazł się na studyjnym albumie). Te utwory przywołują refleksyjny nastrój ostatniej ówcześnie i najlepszej w mojej opinii płyty Sylviana – Secrets of the Beehive. Trochę więcej rock'n'rollowego ducha odnajdziemy w Blinding Light of Heaven, Jean the Birdman oraz rozimprowizowanym, ponad dziesięciominutowym Darshan (The Road to Graceland). Występuje tutaj transowa rytmika, funkowe motywy i nieco „luźniejszy” głos Sylviana. Trochę szkoda, że nie powstało więcej tego typu utworów. Pokazują one, ze w zwyczajnie rockowym repertuarze, pozbawionym cięższych i melancholijnych naleciałości David świetnie się odnajduje.
 
Kilka słów należy się poszczególnym muzykom. Trójka crimsonów (Gunn-Mastelotto-Fripp) dominuje materiał, więc każdy komu działalność zespołu Roberta jest bliska powinien być zadowolony. Nie do przecenienia jest rola Michael Brook'a, wybijającego swoje funkujące gitarowe frazy. Nadaje on rytmicznego, rockowego charakteru grając dźwięki, które hermetycznie nastawionemu Frippowi pewnie nie przeszłyby już przez palce. Sam Król jest w swoim żywiole – płytę wypełniają dzikie, surowe riffy, przesterowane solówki oraz rozwijana przez niego w spokojniejszych fragmentach technika soundscape.
 
Damage jest dziełem kompletnym, wychodzym poza założenia koncertówki. Poprzez swoją różnorodność stawiam ten album wyżej od studyjnego odpowiednika The First Day. Charakterystyczne cechy duetu Sylvian/Fripp są tutaj obecne i wyważone w odpowiednich proporcjach. Słychać sporo pracy zespołowej i brak nadmiernego eksponowania ego artystów. Stanowi to o sile i jakości dobrej muzyki.

Michał Raś

 

*Album został wydany w dwóch wersjach. Pierwsza z 1994 roku zawiera utwór Darshan (The Road to Graceland). Na re-edycji wydanej w roku 2001 został on zastąpiony chwytliwym Jean the Birdman, zmodyfikowano też nieco kolejność tracklisty.