Podsumowanie roku 2015

Sty - 17 2016 | By

Upłynął kolejny rok, pora zatem na wybór najciekawszych wydawnictw Anno Domini 2015. Zgodnie z zapoczątkowaną wcześniej tradycją podsumowanie ma formę tekstową. Tym razem zrezygnowałem z podziału na ranking główny, wyróżnienia i rozczarowania, a ograniczyłem się do wyboru 20 albumów, które najczęściej przewinęły się przez działające wokół mnie sprzęty grające. Kilka płyt z konieczności musiało odpaść, jak choćby rewelacyjny Acid KingMiddle of Nowhere, Center of Everywhere albo najnowsze dzieło Slayera, niespodziewanie solidne i często dorównujące płytom wydawanym przez Zabójcę w latach 90-tych. Wybór jest oczywiście czysto subiektywny, zapraszam więc do dzielenia się swoimi opiniami na temat ulubionych płyt wydanych w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

 

exercises_in_fruitility20.Mgła – Exercises in Futility
Możecie się zastanawiać skąd tak niskie miejsce w rankingu. Spieszę wyjaśnić, że ostatnia produkcja naszego głownego blackmetalowego towaru eksportowego to dzieło doskonale wyprodukowane, ze smakiem skomponowane, ale jednak nieco wtórne. Exercises brakuje "tego czegoś", co tak bardzo urzeka np. w muzyce Batushki, będącej moim faworytem w krajowym black metalu. Nie zmienia to faktu, że warto i należy się nad Exercises in Futility pochylić. Panowie nagrali materiał bardzo obiecujący i dorównujący poziomem With Hearts Towards None.

 

With the Dead19.With the Dead – With the Dead
With the Dead to gratka dla sympatyków mocarnego doomu. Oto byli członkowie Electric WizardRamesses, tandem Tim Bagshaw-Mark Greening postanowili połączyć siły z Lee Dorianem, ex-wokalistą Cathedral. Powstał materiał piekielnie ciężki, toczący się niczym walec drogowy, który powinien bez trudu zakręcić się dłużej w odtwarzaczach wszystkich fanów Elektrycznego Czarodzieja albo debiutu Cathedral Forest of Equilibrium.

 

 

Lacrimosa - Hoffnung18.Lacrimosa – Hoffnung
Lacrimosa to dla mnie trochę zespół z przeszłości – czasy fascynacji muzyką Tilo Wolffa mam już daleko za sobą, a takie płyty jak Elodia czy Fassade stanowią klasykę, do której powracam wyjątkowo. Tym większą niespodzianką były pierwsze odsłuchy nowego krążka. Nagle okazało się, że te dźwięki przemawiają do mnie z taką samą mocą jak dawniej. Trudno oprzeć się symfonicznemu rozmachowi utworu Mondfeuer, ale to samo można powiedzieć o  kompozycjach z typową rockową strukturą (Unterwelt, Thunder and Lighting). To wyważenie pomiędzy typowym dla Lacrimosy smutkiem, a heavy metalową energią urzeka zatrzymując przy nowym dziele Szwajcarów na dłużej.

 

Zamknely Oczy Ziemi17.Stara Rzeka – Zamknęły się oczy Ziemi
Kubia Ziołek, po ogromnym sukcesie albumu Cień Chmury nad ukrytym polem powrócił do Borów Tucholskich by zabrać nas w kolejną tajemniczą wędrówkę po jednocześnie dość swojskiej krainie. "Wymyślanie folku na nowo" (wg słów lidera) opiera się na patentach znanych z debiutu – mamy akustyczne pieśni, trochę noisu i elektroniki. Całość brzmi jednak bardziej przystępnie i na tej jednorodności muzyka Ziołka jedynie zyskała. Dzięki krązkowi Starej Rzeki możemy uciec od naszego zabieganego świata wprost w objęcia polskich lasów i dolin, pełnych spokoju i zadumy.

 

Cobras & Fire16.Monster Magnet – Cobras & Fire (The Mastermind redux)
Nie przypuszczałem, że płyta ze zremiksowanymi wersjami utworów z albumu Mastermind stanie się jedną z ciekawszych w rozległej dyskografii Dave'a Wyndorfa i spółki. Utwory tchną psychodelią oraz kunsztownymi, bogatymi aranżacjami. To już zdecydowanie nie jest prosty rock'n'roll znany z wielu wcześniejszych albumów Monster Magnet.

 

 

Hangsman's Chair15.Hangman's Chair – This is Not Supposed to Be Positive
Paryżanie z Hangman's Chair wiedzą jak tworzyć dźwięki depresyjne będące jednocześnie porywającymi. Zespół wyrósł ze sceny stoner/doom metalowej, jednak spotkamy na tym krążku liczne momenty kojarzące się z twórczością Alice in Chains (porównanie do klasyków grunge'u jest uparcie powtarzane w większości recenzji tego krążka, jednak wydaje się ono mocno na miejscu). Daleko im jednak do bezmyślnego naśladownictwa kogokolwiek. Duży plus za umiejętności wokalne Cédrica Toufoutiego.

 

I Am Providence14.Coffinfish – I Am Providence
O tym, że tzw. scena post-metalowa zjada własny ogon wiadomo nie od dziś. Nagrania kolejnych naśladowców Neurosis lub Isis rzadzko czymś nowym zaskakakują. Tym lepiej robi się na sercu, słuchając debiutu pochodzącego z Krakowa Coffinfish. I Am Providence to dawka niepokojącej, ciężkiej i jednocześnie melodyjnej muzyki. Grupa godnie robi użytek ze spóścizny Lovecrafta generując wyśmienity soundtrack pod mroczne opowieści z mitologii Cthulhu. Utwór Watchers stanowi mistrzostwo w budowaniu nastroju wprost z kart opowiadań samotnika z Providence. Płytę warto polecić nie tylko fanom klimatów około-sludge'owych.

 

Year of the Goat13.Year of the Goat – The Unspeakable
Pierwszy przedstawiciel retro-rocka w naszym cytadelowym topie. Album jest po brzegi wypełniony energetyczną, niesamowicie melodyjną muzyką. Nad calością czuwa głos człowieka o złowrogiej ksywie Thomas Sabbathi, potrafiącego wyciągać prawie heavy metalowe góry, a następnie zabrnąć w manierę przypominającą nawet Davida Bowie.

 

 

Love Fear and the Time Machine12.Riverside – Love, Fear and the Time Machine

Muszę przyznać, że początkowo nie byłem zachwycony nowym dziełem liderów krajowej progresywnej sceny. Nadal Love, Fear… wydaje mi się nieco nierówne, jednak zdecydowałem się na zamieszczenie albumu w Top 20 ze względu na kilka wspaniałych nagrań: Under the Pillow, #Addicted, Time Travellers. Bardzo podoba mi się pomysł Mariusza, by po kilku płytach zorientowanych na ciężar oraz rozbudowane kompozycje postawić na prostotę zgrabnie napisanej piosenki.

 

Meliora11.Ghost – Meliora

Papa Emeritus z kolegami wydali trzeci, i wg wielu najlepszy album w swoim dorobku. Grupa doskonale lawiruje pomiędzy klasycznym heavy (chociaż skojarzeń z Mercyful Fate mamy jakby mniej) oraz znanym od lat "szatańskim" wizerunkiem, a wszelkimi wymogami dyktowanymi przez świat stadionowych gwiazd. Ten kompromis wyszedł szwedzkiemu Duchowi zdecydowanie na dobre. Takie utwory jak From the Pinnacle to the Pit, Mummy Dust albo balladowy He Is pozostaną w naszych odtwarzaczach na długo.

 

The-Night-Creeper10.Uncle Acid & the Deadbeats – The Night Creeper

Czwarty album w dorobku rozmiłowanych w psychodelicznym retro-rocku protegowanych Rise Above Records to logiczna kontynuacja drogi obranej na Blood LustMind Control. Jest jednak zgrabniej, konkretniej – jednym słowem jeszcze lepiej. Apetytu dodaje oryginalny w swej prostocie koncept tej płyty. Oto mamy historię mordercy rodem z włoskiego kina giallo, a słuchacz niczym detektyw rusza jego śladem.

 

 

Batushka – Litourgiya9.Batushka – Litourgiya

Tajemnicza Batushka to "zespół znikąd", który poraził słuchaczy oryginalnym połączeniem przebojowej odmiany black metalu z chorałem gregoriańskim. Okładka płyty Litourgiya przedstawiająca ikonę wiele mówi o nastroju zawartości, inspirowanej prawosłaną ortodoksją. Wspaniały powiem świeżości w dość przewidywalnym ostatnio polskim blacku.

 


orthodox-axis8.Orthodox – Axis

Hiszpański Orthodox to w takim samym stopniu formacja genialna jak niedoceniania. Chociaż wpływy Om zawsze były u nich wyraźne, to jednak prezentowane przez hiszpański duet (do niedawna trio) połączenie doom/stonera, z jazzem i hiszpańskim, ortodoksyjno-katolickim folklorem nie ma sobie równych na scenie. Płyta Axis w porównaniu do zachowawczego poprzednika (wydanego w 2012 r. Baal) brzmi odważnie. Trochę razi zminimalizowanie partii gitar, ale z czasem można i w tym zabiegu odnaleźć sens. Polecam mocno.

 

My Dying Bride - Feel the Misery7.My Dying Bride – Feel the Misery

Po odsłuchaniu tej płyty cisnęła mi się na usta jedna fraza: "w końcu!". W końcu załoga Aarona Stainthorpe'a nagrała album na miarę swoich wczesnych dokonań (przynajmniej z okresu The Angel and the Dark River  lub Like Gods of the Sun). Nie ma tutaj mowy o przesadnym, doomowym zamulaniu. I choć jest ciężko, mocarnie i potężnie, to króluje melodia, rewelacyjne kompozycje i jak zwykle przejmujące partie wokalisty: od smutnego czystego zawodzenia, po ciągnące ku glebie growle. Więcej o Feel the Misery możecie poczytać tutaj.

 

Chelsea Wolfe - Abyss6.Chelsea Wolfe – Abyss

Sluchając kilka lat temu płyty Apokalypsis amerykańskiej wokalistki nie sądzilem, że uda jej się nagrać coś przynajmniej równie dobrego. Jednak po trochę nijakim Pain is Beauty Chelsea popełniła genialny materiał, pełen przeciwieństw, a jednocześnie mocno jednorodny w klimacie. Doomowy cieżar jest tutaj przeciwstawiony onirycznej delikatności, rodem z najlepszych dream popowych longplayów. Chelsea Wolfe zabiera nas w nieco bolesną, ale jakże przyjemną otchłań.

 

Faith No More - Sol Invictus5.Faith No More – Sol Invictus

Powrotom rockowych wielkich zawsze towarzyszy aura kontrowersji. Zadajemy sobie pytanie po co rozgrzebywać legendarny dorobek, próbować na siłę ożywić dawne emocje? W ostatnich latach powrotów mniej i bardziej udanych mieliśmy wiele: Black Sabbath, Soundagarden, Alice in ChainsFaith No More nagrało album nie aspirujący do bycia drugim Angel Dust czy King for a Day, Fool for a Liftime. Krążek zawiera piekielnie dobre utwory, od których ciężko się jest uwolnić, począczwszy od balladowego Sol Invictus, przez melodyjne Sunny Side Up, kończąc na potężnym Matadorze. Zdecydowanie jeden z lepszych powrotów obecnej dekady, bo bez zadęcia i robienia czekokolwiek na siłę.

 

Pylon4.Killing Joke – Pylon

Po renesansie twórczym na wysokości płyt Killing Joke z 2003 r. oraz Hosannas From the Basement of Hell zespół Jaza Colemana stał się nieco przewidywalny. I chociaż Pylon tej przewidywalności nie jest całkiem pozbawiony, to jednocześnie zawiera jedne z najlepszych kompozycji grupy od kilku lat. Dominuje cieżar (Dawn of the Hive, świetny I Am your Virus), jednak miłośnicy post-punkowego wcielenia grupy znajdą na Pylon wiele dla siebie. Nad całością guruje zimny klimat współgrający z pesymistyczną tematyką utworów.

 

Grave Pleasures - Dreamcrash3.Grave Pleasures – Dreamcrash

Powstała na gruzach Beastmilk fińska grupa Grave Pleasures pod dowództwem Kvohsta (Brytyjczyka z krwi i kości) przynosi nam wyśmienitą mieszankę post-punka i mocno "ejtisowego" brzmienia z dużą dawką rock'n'rollowej energii. Zgrabne, przebojowe kompozycje, genialne melodie i poruszający wokal – tylko tyle i aż tyle wystarczy by zasłużyć na miejsce trzecie w rankingu najlepszych płyt AD 2015.

 

 

Gold - No Image2.Gold – No Image
Gold to grupa założona przez byłego muzyka The Devil's Blood, gitarzystę Thomasa Scarione. Z jednej strony occult rockowy duch poprzedniego zespołu Thomasa jest wyczuwalny na No Image (w obu zespołach uświadczymy również kobiecy wokal), z drugiej Gold ciągnie raczej w stronę post-punku, noise'u oraz do bardziej przyziemnych tematów poruszanych w piosenkach. Grupa poczyniła ogromny postęp od czasów debiutanckiego, dość przeciętnego Interbellum przedstawiając nam wybuchowy zestaw dynamicznych utworów, przesyconych niepokojącą atmosferą. Od tych dziesięciu piosenek można się prawdziwie uzależnić. Jest to zdecydowanie najczęściej "katowana" przeze mnie płyta 2015 roku.

 

Paradise Lost – The Plague Within1.Paradise Lost – The Plague Within
Po sporych dylematach pierwsze miejsce wędruje do Paradise Lost. The Plague Within sięga jeszcze dalej w przeszłość zespołu niż robił to wydany w 2012 r. Tragic Idol. Okazało się, że Nick Holmes potrafi jeszcze z przepony wydobyć całkiem niezłe growle, a muzyka nabrała licznych death metalowych ozdobników (pewnie jest to po części zasługa VallenfyreBloodbath, w których udzielają się pobocznie Greg i Nick). W przeciwieństwie do przebojowego poprzednika The Plague Within nie od razu porusza słuchacza, niektóre momenty wydają się początkowo nijakie/niepotrzebne. Nowe dzieło Paradajsów to nie jest jednak materiał na kilka przesłuchań – po dłuższym czasie trudno już się od tych utworów oderwać. Spotykamy tutaj cieżar Lost Paradise lub Shades of God ubarwiony dzięki umiejętnościom kompozytorskim nabytym przy okazji tworzenia One Second i kilku późniejszych albumów. Nareszcie panowie zaliczyli prawdziwy i pełen klasy powrót do cieżąru bez kompromisów.

 

Michał Raś