Mark Lanegan Band – Blues Funeral

Sie - 02 2014 | By

Blues FuneralTen głos znają wszyscy, nawet jeśli nie zawsze kojarzą jego właściciela. Mark Lanegan, bo o  nim mowa jest prawdziwą szarą eminencją amerykańskiej alternatywy. Niegdyś dzierżył mikrofon w  grunge’owym Screaming Trees by w międzyczasie raczyć nas solowymi dziełami. Słychać go na płytach Queens of the Stone Age, gdzie w sumie zawsze pozostawał bohaterem drugiego planu. Kto jednak nie kojarzy Hangin’ Tree? Pojawił się też na albumie supergrupy Mad Season śpiewając w duecie z Laynem Staleyem w przepięknym Long Gone Day. Charakterystyczny, zachrypnięty wokal na stałe zagościł w  rockowej historii, mimo, że zawsze w połączeniu z tzw. „wielkimi” sceny.

 Długo kazał czekać na kolejny solowy album. Poprzednia płyta Bubblegum wydana tuż po odejściu z  Queensów odbiła się pewnym echem i często traktowana jest jako największe solowe dzieło Marka. Musiało jednak minąć długie 8 lat by wokalista postanowił wypuścić kolejny materiał sygnowany jedynie swoim imieniem i nazwiskiem. Zawartość Blues Funeral może niejednego zaskoczyć.

Otwierający płytę The Gravedigger’s Song brzmi jak wyciągnięty z repertuaru grupy Josha Homme’a jednak im dalej w płytę tym więcej czeka nas niespodzianek. Spokojne, bluesowe ballady zostały wzbogacone elektroniką. Chwilami robi się mocno synth-popowo, jak choćby w Ode to Sad Disco. Rockowe brzmienia są wyraźnie w odwrocie, a nad całością panuje raczej spokojny, melancholijny klimat. Z leniwego letargu przebudzić się możemy tylko dwa razy – przy wspomnianym otwieraczu oraz mocnym Riot im My House. Przepalony głos naszego bohatera, brzmiący jak wybuchowa mieszanka chrypy Toma Waitsa z  morrisonową ekspresją to jedyne stałe i niezmienne od lat ogniwo. Nieco ryzykowne wolty stylistyczne wyszły jednak Laneganowi na dobre. Muzyka nabrała swoistego charakteru i trudno już stawiać artyście zarzut bycia wyśmienitą kalką innych legendarnych pieśniarzy. Słuchanie tych dwunastu utworów może nas wprowadzić w iście błogi nastrój. Może nie tak funeralny jak wydaje się sugerować tytuł płyty oraz nazwy poszczególnych utworów.

 Blues Funeral przynosi masę zapadających w pamięć hitów. Na szczególne wyróżnienie zasługują porażające atmosferą Bleeding Muddy Waters, St Louis Elegy czy Deep Black Vanishing Train. Jedyny zarzut jaki mógłbym postawić dotyczy drugiej połowy albumu, która nie stanowi tak silnego emocjonalnego i stylistycznego koktajlu jak jego pierwsza część. Nie oznacza to jednak, że znajdują się tam słabe kompozycje.

 Nowe dzieło Marka Lanegana to dla mnie jedna z ważniejszych płyt roku 2012. Idealna na deszczowe jesienne wieczory jak i upalne lato. Miesiące mijają, a ja wciąż nie mogę się od tego krążka oderwać. Najlepszy solowy materiał wokalisty? Bardzo możliwe.

Michał Raś