Lotus Thief – Oresteia

Sty - 19 2020 | By

Nowy rok przyniósł ze sobą bardzo udany, trzeci krążek Lotus Thief. Amerykańska grupa dotychczas dała o sobie znać solidnymi RervmGramarye utrzymanymi w post-black metalowych klimatach. Oresteia to płyta nagrana w pięcioosobowym składzie, naznaczona delikatnymi zmianami w proporcjach muzycznej ekspresji.

Mamy do czynienia z concept albumem opartym na trylogii antycznych tragedii autorstwa Ajschylosa. Historię morderstw w obrębie rodziny Atrydów zespół sportretował nastrojowymi utworami, w których black metalowa furia przegrywa ze snującymi się nieśpiesznie dźwiękami. Dominuje czysty głos wokalistki Bezaelith prowadzącej nas przez wszystkie etapy narracji, a samo brzmienie jest klarowne i miękkie nawet w ostrzejszych momentach. Nie oznacza to, że nie natrafimy na mocniejsze uderzenie czy też blackmetalowy krzyk. Dzieje się tak w otwierającym Agamemnon, rozbudowanym Libation Bearers czy wreszcie w zapadającym w pamięć Furies. Są to porywające fragmenty idealnie kontrastujące ze spokojniejszymi partiami, w którym pojawia się pianino, a także instrumenty smyczkowe.

Utwory dzielą się na dłuższe kompozycje będące trzonem Orestei oraz stopniujące napięcie dark-ambientowe miniatury obudowane delikatną instrumentacją. Większość nagrań można bez problemu wyodrębnić, jednak album robi szczególne wrażenie jako całość. Pierwszy kontakt z Oresteią może nieco nurzyć, ale każdy kolejny odsłuch pozwala odkrywać bogactwo dźwięków i coraz większą dojrzałość pochodzącego z San Francisco kwintetu. Zamysłem zespołu było wywołanie poczucia jakbyśmy śledzili antyczną tragedię amfiteatrze. Dzięki oszczędności środków i dopasowaniu muzyki do konceptu płyty można uznać, że muzyczna wizja sztuki Ajschylosa udała się Lotus Thief znakomicie.

Oresteia jest bez wątpienia najdorzalszym longplayem Lotus Thief dostarczającym blisko 40 minut nastrojowych dźwięków. Płytę docenią słuchacze nastawieni na klimat. Pomimo nadal licznych nawiązań do black metalu nie należy po grupie oczekiwać ekstremy, muzycznych galopad ani nawet przygniatającego doomowego ciężaru. Z odpowiednim nastawieniem warto odpalić Oresteię, rozsiąść się wygodnie i pozwolić porwać opowiadanej przez zespół historii.

Michał Raś