Conan – Existential Void Guardian

Wrz - 27 2018 | By

Conan to brytyjska załoga specjalizująca się w ciężkim jak głaz doom metalu zabarwionym sludgem i stonerem. Mocarne, nie biorące jeńców nagrania znaczą drogę muzyków niczym skrwawione truchła przeciwników słynnego Cymeryjczyka, któremu zespół zawdzięcza nazwę. W tym roku ukazało się ich czwarte dzieło zatytułowane Existential Void Guardian.

Mam okazję śledzić karierę Conan od chwili wydania debiutanckiej epki Horseback Battle Hammer. Początkowo traktowałem grupę jako swego rodzaju ciekawostkę. Wraz kolejnymi dziełami tria widać jednak znaczny skok jakościowy. Formacją od początku dowodzi wokalista i gitarzysta Jon Davis, ale dużym przełomem było dołączenie do zespołu basisty i drugiego gardłowego Chrisa Fieldinga, producenta oraz inżyniera dźwięku znanego ze współpracy m.in. z Electric Wizard, Hooded Menace czy też Primordial. Wniósł on do muzyki Conan swoje doświadczenie oraz stworzył z Davisem niezrównany duet wokalny, dodając do wysokich okrzyków wokalisty swój głęboki growl. Poprzedni album Revengeance ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Czy jego następca utrzyma się na doomowym szczycie podobnie jak howardowy Conan na tronie Aquilonii?

Existential Void Guardian jest dziełem o kilkanaście minut krótszym od poprzednika. Zawiera jednocześnie większą ilość nagrań. Doomowe walce nadal rozsadzają głośniki, ale coraz więcej mamy w muzyce Conan przyśpieszeń, częściej uświadczymy fragmenty przebojowe. Zwolenników dźwiękowego rozgniatania pragnę uspokoić – grupa w żadnym wypadku nie opuszcza sprawdzonej niszy. Intensyfikuje tylko wrażenia lekko przyprawiając swoją muzyczną miksturę. 

Dynamiczne momenty uświadczymy w otwierającym album Prosper on the Path, przewiną się także w kolejnym numerze Eye to Eye to Eye, ujawniając się wreszcie z całą mocą w świetnym utworze singlowym Volt Thrower. Niespełna minutowemu Paincantation blisko do klimatów grind core'owych (szkoda, że panowie nie rozwinęli tego krótkiego utworu w minimalnie dłuższą formę). Ciężar w stylu wczesnych wydawnictw odzywa się z kolei w nagraniach Amidst the Infinite oraz w przedostatnim na płycie Vexxagon, który jest moim faworytem w tym 35-minutowym zestawie. Wyróżnia się świetną rytmiką, gniecącymi riffami oraz fenomenalną growlowaną partią Fieldinga pod koniec, brutalną ale jednocześnie melodyjną. Na dobicie otrzymujemy cios w postaci Eternal Silent Legend, z wyrazistym basem w formie otwieracza. Pierwsza połowa nagrania przypomina o dorobku Neurosis albo Yob, w dalszej części czeka nas już doomowa apokalipsa z zawodzącą piekielnie gitarą.

Wspomniałem o rytmie – perkusyjne partie Johny'ego Kinga, znanego z Dread Sovereign oraz Altar of Plagues, pełnią istotną rolę na Existenial Void Guardian. Nawet wolniejsze fragmenty nie są pozbawione bardziej zawiłego bębniarskiego rzemiosła, instrument brzmi przy tym należycie potężnie. Przesterowane gitary i bas to standard w tego typu graniu i również ich na nowym wydawnictwie Conan nie brakuje. Jeśli lubicie mięsiste doomowe riffy, to twórczość duetu Davis / Fielding powinna Was zadowolić. Brzmienie albumu jest wyśmienicie wyważone między brudem, a klarownością. 

Zgodnie z tradycją tej liverpoolskiej formacji okładkę wydawnictwa zdobi obraz utrzymany w klimacie heroic fantasy. Tym razem zabrakło wielobarwności grafik dla krążków RevengeanceMonnos – nowej ilustracji bliżej do niepokojącej surowości znanej z Blood Eagle. W tekstach utworów napotkamy mroczne wizje z bezlitosnych fantastycznych krain, ale możemy je też odnieść do ciemnych stron dobrze nam znanej rzeczywistości. Muzyka Conan ponownie sprawdzi się doskonale w roli ścieżki dźwiękowej do lektury przygód wspomnianego wyżej barbarzyńcy z opowiadań Roberta E. Howarda.

Najnowsze dzieło Anglików definitywnie potwierdza klasę zespołu wytrwale pracującego na swój status w klimatach doom / stonerowych. Przynosi siedem niszczących nagrań, które na długo potrafią zakręcić się w odtwarzaczu. Stanowi w swoim gatunku silną konkurencję dla ostatnich wydawnictw Yob czy też Sleep.

Michał Raś