Caligula’s Horse – In Contact

Wrz - 30 2017 | By

Caligula's Horse to progresywno-metalowa grupa powoli przebijająca się do australijskiej czołówki w tym rodzaju cięższego grania. Od czasu wypuszczenia debiutanckiego Moments from Ephemeral City dała się poznać szerszej publiczności występując z takimi sławami jak Opeth, Pain of Salvation, Mastodon czy też The Dillinger Escape Plan. 15 września światło dzienne ujrzał czwarty już album w dorobku formacji. In Contact przynosi ze sobą dziesięć zróżnicowanych kompozycji przepełnionych wybuchową mieszanką djentowych łamańców równoważonych przestrzennością, morzem wpadających w ucho melodii, a także balladowymi fragmentami z folk-rockowym posmakiem.

Kilkukrotne przesłuchanie płyty daje nam wyczuć, że Australijczycy duży nacisk kładą na zbilansowanie elementów, z których składa się ich twórczość. Widać to szczególnie po układzie utworów. Płytę rozpoczyna energetyczna kompozycja Dream the Dead, pełna rytmicznego szaleństwa oraz rozpędzonych progresywnych solówek. Wraz z kolejnymi nagraniami środek ciężkości przesuwa się na inny plan, czego kulminację odnajdziemy w bardzo udanym, spokojnym Capulet, okraszonym spokojnymi partiami gitary akustycznej, nieśpiesznymi klawiszowymi plamami i delikatnym głosem wokalisty Jima Greya. Rozpędzona progresywna machina pracuje na pełnych obrotach w dwóch ostatnich utworach – świetnym The Cannon's Mouth i prawdziwym kolosem, czyli piętnastominutowym Graves, zaskakującym pod koniec saksofonowym zwieńczeniem. Dzięki dużemu zróżnicowaniu płyta może spodobać się zarówno zwolennikom technicznych zakrętasów jak i sympatykom wpadających w ucho melodii.

Dużym plusem zespołu jest niewątpliwie wysoki, czysty wokal Jima Greya, współgrający z zawiłą rytmiką zespołu. Jego duże możliwości głosowe słychać w każdym nagraniu, chociaż największe wrażenie zrobiła na mnie patetyczna linia wokalna utworu Songs for No One, wzbogaconego dodatkowo skandowaniem pozostałych kolegów z formacji. To nagranie jest moim osobistym numerem jeden na In Contact, najmniej za to spodobał mi się trochę zbyt pretensjonalny Inertia and the Weapon of the Wall, niebędący tradycyjną rockową piosenką, ale natchnioną recytacją wokalisty. Nagranie niestety irytująco sprowadza na planetę Ziemia po prawie kosmicznych, przestrzennych podróżach z pozostałymi utworami. Na wyróżnienie na pewno zasługuje nowy perkusista Josh Griffin za wszystkie szaleńcze bębniarskie zawiłości.

Najnowsze dzieło Caligula's Horse nie przynosi oryginalnego brzmienia – wielokrotnie miałem wrażenie, że daną partię już słyszałem na płytach innych zespołów. Mamy jednak do czynienia z materiałem solidnej klasy od doświadczonych muzyków. In Contact dostarczył mi kilku przyjemnych chwil, a także wytchnienia od cięższego, przybrudzonego brzmienia, którym najczęściej wypełniam głośniki. Liczę na to, że wraz z nowym longplayem grupa nie wyczerpała swojego potencjału i panowie trzymają jeszcze kilka asów w rękawie.

7/10

Michał Raś