Blues Pills – Holy Moly!

Najnowszy krążek Blues Pills to nie była premiera, na którą czekałem. Debiut formacji sprzed sześciu lat wprawdzie często kręcił się kiedyś w moim odtwarzaczu – ze swoją charyzmą szwedzki zespół był wtedy objawieniem na scenie retro-rockowej. Dalej nie było tak różowo. Na drugim albumie Lady in Gold muzycy próbowali łączyć dotychczasowy styl z muzyką pop i soul całość okraszając nowoczesną produkcją. Pomimo udanych momentów wyszło nierówne, ciężkostrawne dzieło. Przed nagraniem kolejnej płyty z zespołu odszedł utalentowany gitarzysta Dorian Sorriaux, a dotychczasowy basista przerzucił się na gitarę. Nie wróżyło to nic dobrego, ale pierwszy odsłuch Holy Moly! rozwiał wszelkie obawy.

Nowe utwory Blues Pills to znów silniejsze zorientowanie na lata 60-te i 70-te z powrotem do garażowych brzmień. To uproszczenie instrumentarium oraz lawirowanie pomiędzy podkręconym tempem a nastrojowymi balladami. Holy Moly! nie jest przy tym próbą odcinania kuponów od dobrze przyjętego debiutu. Kwartet rezygnuje tutaj z dłuższych utworów albo rozbudowanych solówek. Dostajemy za to zastrzyk energii (świetny, prawie heavy metalowy Low Road, porywające Rhythm ine the Blood i Kiss My Past Goodbye). Utwory otrzymują dodatkową siłę dzięki tematyce np. feminizmu (Proud Woman), czy szerzej rozumianej wolności. Wszystkie mocniejsze fragmenty longplaya należą do najlepszych w karierze zespołu.

Drugą stronę medalu stanowią ballady, których także jest tu całkiem sporo. Sentymentalna California ma swój urok i pewnie nagrana pół wieku temu miałaby szansę stać się przebojem. Dust promienieje charyzmą, a dawkę melancholii przynoszą Wish 'd Known i kończące całość nagranie Longest Lasting Friend z minimalistycznymi partiami gitary i syntezatora. Spokojniejsze momenty dominują w końcówce albumu, co trochę zaburza równowagę. W przeciwieństwie do ostrzejszych numerów z płyty te utwory bywają nierówne. Ogromnym atutem wszystkich kompozycji są intensywne partie wokalne Elin Larsson, które doskonale podkreślają nastrój każdej z nich.

Slangowe określenie z tytułu albumu trafnie określa jego zawartość, bo rzeczywiście Blues Pills zaskoczyli pozytywnie. Ciekawe jak nowe nagrania wypadną na żywo gdy zespół w końcu będzie mógł ruszyć w trasę – z przyczyn obiektywnych teraz jest to niemożliwe. Pozostaje odpalić Holy Moly! po raz kolejny i dać się ponieść adrenalinie.

Michał Raś